Niepokój w przestrzeni publicznej: czego ludzie nie widzą, gdy się gapią

Istnieje szczególny rodzaj niepokoju, który może pojawić się, gdy żyjesz z chorobą Huntingtona i wkraczasz w przestrzeń publiczną. Nie zawsze jest on głośny. Czasami jest to ciche napięcie w klatce piersiowej, zanim jeszcze przekroczysz próg domu. Czasami jest to mentalna próba, która zaczyna się na długo przed wyjściem z domu. Jak daleki jest spacer? Czy będą schody? Czy ludzie zauważą moje ruchy? Czy będę musiał się dzisiaj tłumaczyć?

Dla wielu osób z HD wyjście w świat nie zawsze jest proste. Coś tak zwyczajnego jak wycieczka do sklepu spożywczego, na lotnisko, do restauracji czy poczekalni może stać się emocjonalnie wyczerpujące jeszcze przed jej rozpoczęciem. Ludzie z zewnątrz mogą widzieć tylko osobę stojącą w kolejce, chodzącą nieco inaczej, poruszającą się w sposób, który przyciąga ich uwagę lub wyglądającą na zdenerwowaną. To, czego nie widzą, to prywatna burza, która może się wydarzyć w środku.

Nie widzą, jak wiele trzeba mówić, by zachować spokój.

Nie widzą energii, jakiej potrzeba, by utrzymać się w ryzach, gdy ciało jest nieprzewidywalne.

Nie widzą, jak jedno spojrzenie może sprawić, że nagle poczujesz się obnażony.

I nie widzą, jak szybko wstyd może próbować przyczepić się do czegoś, co nigdy nie było twoją winą.

Jedną z najtrudniejszych części przebywania w miejscach publicznych z HD jest poczucie bycia obserwowanym bez bycia zrozumianym. Ludzie gapią się z różnych powodów. Czasami są zaciekawieni. Czasami są zdezorientowani. Czasami snują przypuszczenia. W takich momentach można odnieść wrażenie, że cała osoba znika i wszystko, co pozostaje w ich oczach, to to, co wygląda “inaczej”. To doświadczenie może być głęboko niepokojące.

Kiedy ludzie się gapią, mogą myśleć, że patrzą tylko przez sekundę. Ale dla osoby, na którą się gapią, ta sekunda może wydawać się znacznie dłuższa. Może to wywołać panikę, samoświadomość, złość, zażenowanie lub smutek. Może sprawić, że będziesz chciał odejść, zanim jeszcze będziesz miał szansę cieszyć się miejscem, w którym byłeś. Może zmienić zwykłą wycieczkę w coś, po czym będziesz musiał dojść do siebie później w domu.

Myślę, że jest to jedno z najbardziej niewidocznych obciążeń związanych z HD. Tak wiele o chorobie mówi się w kategoriach ruchu, poznania, nastroju, leków i postępu. Wszystkie te rzeczy mają znaczenie. Ale nie zawsze mówimy wystarczająco dużo o emocjonalnym trudzie bycia widzianym publicznie, czując się niezrozumianym. Nie mówimy wystarczająco dużo o tym, co to znaczy przygotować się na reakcje ludzi. Nie mówimy wystarczająco dużo o tym, jak lęk publiczny może skurczyć twój świat, jeśli na to pozwolisz.

Rozumiem to uczucie bardziej, niż bym chciał.

Zdarzały się momenty, w których czułem, że ludzie mnie obserwują, a całe moje ciało stawało się jeszcze bardziej spięte. Ironia polega na tym, że sam niepokój może pogorszyć objawy. Im bardziej stajesz się świadomy siebie, tym trudniej może być regulować oddech, myśli, ruchy i poczucie bezpieczeństwa. Możesz zacząć się spieszyć. Możesz zapomnieć, po co tam przyszedłeś. Możesz stać się przytłoczony. Następnie, jeśli ktoś nadal się gapi lub mówi coś niedelikatnego, może to doprowadzić do skraju emocjonalnego.

To, czego ludzie często nie rozumieją, to fakt, że publiczny lęk przed HD to nie próżność. To nie nadwrażliwość. To nie słabość. To reakcja układu nerwowego nałożona na życie z chorobą, która wymaga od nas tak wiele. To stres związany z poruszaniem się po świecie, który często nie jest zbudowany ze współczuciem dla widocznych różnic.

A jednak, nawet z tą prawdą, nie wierzę, że odpowiedzią jest obwinianie siebie za zmaganie się z trudnościami. Myślę, że odpowiedź zaczyna się od szczerości. Musimy głośno powiedzieć, że przestrzenie publiczne mogą być trudne. Musimy przestać udawać, że zawsze jesteśmy w porządku, kiedy tak nie jest. Nie ma porażki w przyznaniu, że bycie obserwowanym może boleć. Nie ma wstydu w nazywaniu niepokoju.

Nie ma też wstydu w dostosowywaniu się.

Czasami siła oznacza zabranie kogoś ze sobą.

Czasami wygląda to jak korzystanie z pomocy w poruszaniu się.

Czasami wygląda to jak wybieranie spokojniejszych pór na załatwianie spraw.

Czasami wygląda to jak wyjście na zewnątrz, aby zresetować oddech.

Czasami wygląda to jak anulowanie planów bez przeprosin, aby chronić swój spokój.

A czasami wygląda to tak, że i tak trzeba iść, nawet czując niepokój, ponieważ ty też zasługujesz na to, by zająć miejsce na tym świecie.

Ta ostatnia część jest dla mnie bardzo ważna. Ponieważ HD może znieść już tak wiele. Może wpływać na pewność siebie, niezależność, rutynę, relacje i sposób, w jaki czujemy się we własnym ciele. Nie chcę, by gapiący się nieznajomi odebrali nam prawo do bycia obecnymi w miejscach publicznych. Jesteśmy obecni w restauracjach, sklepach, na chodnikach, w klasach, w samolotach, w kościołach, na uroczystościach i w każdym zwykłym miejscu, które składa się na nasze życie.

Należymy tam dokładnie tacy, jacy jesteśmy.

Myślę też, że jest coś potężnego w pamiętaniu, że nie każde spojrzenie może nas definiować. Niektórzy ludzie mogą nigdy nie zrozumieć. Niektórzy mogą być ignorantami. Niektórzy mogą być nieuprzejmi. Ale ich reakcja nie jest miarą naszej wartości. Ich dyskomfort nie jest naszą tożsamością. Nie jesteśmy okularami. Nie jesteśmy niedogodnościami. Jesteśmy istotami ludzkimi, które za każdą widoczną chwilą niosą niewidzialny wysiłek.

Jeśli więc przestrzeń publiczna była dla ciebie ostatnio trudniejsza, chcę powiedzieć delikatnie: nie wyobrażasz sobie tego i nie jesteś sam. To, co czujesz, jest prawdziwe. Niepokój jest prawdziwy. Wyczerpanie jest prawdziwe. Wrażliwość jest prawdziwa. Ale tak samo jak twoja odwaga.

Za każdym razem, gdy wychodzisz z domu i poruszasz się po świecie z HD, robisz więcej niż inni zdają sobie sprawę. Zmagasz się nie tylko ze swoim ciałem i objawami, ale także z reakcjami, przypuszczeniami i milczeniem innych. To nie jest drobnostka.

Ludzie mogą się gapić, a i tak nie zobaczą całej historii.

Ale znamy tę historię.

Znamy przygotowania, strach, wysiłek, regenerację i odporność.

I może właśnie tam zaczyna się uzdrowienie. Nie w czekaniu, aż wszyscy inni zrozumieją, ale w końcu w przyznaniu sobie kredytu zaufania za wszystko, czego nie widzą.

O Tanicie Allen

Tanita Allen jest oddaną orędowniczką choroby Huntingtona. Jest autorką swojego bardzo pracochłonnego pamiętnika "We Exist". Jest także autorką wyróżnioną w Forbes, magazynie Brain and Life, prowadziła liczne podcasty i działalność rzeczniczą, a także prowadzi blog, który odzwierciedla jej najlepsze życie z chorobą przewlekłą thrivewithtanita.com. Możesz również zapoznać się z jej felietonami na Huntington's Disease News

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *